VIDEO

„Possessor” – dla koneserów nowoczesnego kina niezależnego

„Possessor” to dystopijna wizja zbliżającej się, niedalekiej przyszłości. Jego scenarzystą i reżyserem jest Brandon Cronenberg, syn słynnego Davida Cronenberga. Młody reżyser nie pozostaje bez żadnego wpływu i ojciec na pewno był dla niego źródłem inspiracji. Nie dostrzeżemy tu jednak żadnej banalnej kopii klimatu czy atmosfery z dzieł starszego Cronenberga. Nie jest jednak tak, że syn całkowicie wyparł się dorobku swojego ojca. Widać, że inspiruje ich podobna tematyka, a obaj mają upodobanie w czerpaniu motywów z horrorów, science-fiction, thrillerów czy dramatów psychologicznych. Zarówno młodszy, jak i starszy Cronenberg nie podsuwają swoim odbiorcom dzieł łatwych w odbiorze, zbyt dosłownych czy dotykających lekkich tematów.

Fabuła „Possessora” krąży wokół głównej bohaterki filmu Tasyi Vos (tu w znakomitej roli Andrea Riseborough). Choć główną osią fabuły jest stare jak samo kino opętanie. Nie jest to jednak opętanie idące utartymi śladami, reżyser unika prostych odpowiedzi i banalnych rozwiązań. Bohaterka „Possessora” to morderczyni, choć żadnej ze swoich ofiar nie zabiła ona w sposób dokonany własnymi rękami. Jest to zatem szokujący techno-horror, ponieważ Tasya jest zabójczynią przejmującą ciała innych ludzi, by je wykorzystać i poprzez te osoby dokonywać brutalnych morderstw.

„Possessor” – fabuła, atmosfera, klimat, przesłanie

Choć przesłanie „Possessora” jest możliwe do rozszyfrowania, to nie zostało nam przez autora podane na przysłowiowej tacy. Jeśli poza spektakularnymi, niekiedy szokującymi scenami, które fascynują i przerażają jednocześnie, przejdziemy podczas seansu w skupieniu i z nastawieniem, że nie będzie lekko, to nie powinniśmy się rozczarować. Ukryte, często w surrealistycznych scenach sensy i metaforyczne podpowiedzi, nie tylko zaczarują nas przed ekranem, ale też konfrontują z ważnymi, etycznymi kwestiami dotyczącymi naszej ludzkiej kondycji. 

Wizja przyszłości, którą dzieli się z nami Cronenberg jest przerażająca i upiorna, pełna brutalnych scen, jednak ukazywana brutalność nie jest bezsensowna ani pusta. Jak łatwo można się domyślić, to my sami będziemy musieli poszukać odpowiedzi na dręczące nas w trakcie seansu kwestie. Cronenberg nie moralizuje – to dzieło to raczej odsłonięcie przed światem własnych wątpliwości i odsłonięcie poszukiwanych przez reżysera własnych odpowiedzi na zadane sobie pytania. 

Choć nie jest to dzieło proste w odbiorze i momentami może szokować, to jednocześnie mamy do czynienia z nowoczesnym kinem niezależnym, odsłaniającego mroczną, choć – jak się wydaje – inteligentną i coraz bardziej realną perspektywę przyszłości.